Tatarzy i Kozacy chętni bić Rusinów
Moskwa, jak już wiemy, obawiała się wojny z Rzeczpospolitą. A obawiała się jej w dużej mierze dlatego właśnie, że wiedziała, że Tatarzy z chęcią dołączyli by do armii polskiej. Za Tatarami pewnikiem poszłaby pijana i żądna krwi czerń kozacka. Rzeczpospolita jednak zdecydowała się na zachowanie pokoju z Moskwą. Odrzuciła oferty Islama III Gireja, który pisał do samego króla z ofertą pomocy przeciw Moskwie. Gdy sułtan turecki zobaczył, że Rzeczpospolita nie jest Moskwie aktualnie wroga, to postarał się już o to, by Kozacy i Tatarzy pozostali na tych szlakach, które niszczyli dotychczas - a niszczyli ziemię Rzeczypospolitej właśnie. Każdy myślący politycznie w ówczesnych czasach wiedział, że nieskierowanie koalicji kozacko-tatarskiej na Moskwę równa się skierowaniu jej przeciw Rzeczypospolitej. Wiedzieli o tym także - w co wątpić nie należy, wszak głupcami nie byli! - włodarze polscy i litewscy. Wiedział o tym Adam Kisiel, który przebywał wówczas na Ukrainie gdzie pertraktował z Chmielnickim o warunkach wojny przeciw Moskwie. Okazało się, że koniunktura jest dla Polski wspaniała - koalicja tatarsko-kozacka bowiem gotowa była iść na Moskwę jedynie z bardzo małym wsparciem Rzeczypospolitej!