Pokój z Moskwą
Patrząc na całą kwestię pobieżnie z pewnością każdy stwierdzi, że dobrze się stało, że Rzeczpospolita Obojga Narodów uniknęła nowej wojny na wschodzie. Przecież dopiero co wykrwawiała się walcząc z powstaniem czerni kozackiej dowodzonej - przynajmniej w teorii - przez Bohdana Zenobiego Chmielnickiego. Nieco wcześniej toczyły się okrutne wojny na północy ze Szwecją, a jeszcze wcześniej - wojny z Moskwą. Pierwsza połowa XVII wieku była dla Rzeczypospolitej niebywale burzliwa, nie pozostawiła niemal ani chwili wytchnienia od wojny. Ludzie ginęli masowo, Tatarzy brali tysiące w jasyr, palono wsie i miasta, niszczono pola, rozkradano dobra kulturalne. Państwo zdecydowanie potrzebowało wytchnienia. Wobec tego nasuwa się prosty wniosek - bardzo dobrze, że Jan Kazimierz nie wplątał się w nową wojnę z Moskwą. Gdy jednak nieco bardziej zagłębimy się w temat i poznamy ówczesne realia polityczne odpowiedź zdecydowanie przestaje być tak prosta i jednoznaczna. Wypada więc zająć się najpierw stanowiskiem samej Moskwy. Czy rzeczywiście dyplomata Jurij Puszkin reprezentował w stu procentach stanowisko rosyjskie? Czy może pofolgował sobie nieco sądząc, że Rzeczpospolita Moskwy się obawia; dodając do tego jeszcze własną nienawiść do Polaków i Litwinów? Fakty świadczą, że Puszkin nie działał zgodnie z dyrektywami z Moskwy.