Moskwa niechętna wojnie z Rzeczpospolitą
Otóż po jegoż powrocie do stołecznego miasta swej ojczyzny otrzymał bardzo ostrą reprymendę od cara. Okazało się bowiem, że miłościwie panujący Rusinom car Aleksy I Michajłowicz nie jest wcale zbyt chętny do wojny. Owszem, żywo pragnął żeby z feralnych książek zniknęły rzekome zniewagi pod adresem Iwana IV Groźnego i Michała I Romanowa; z lubością przyjąłby także informację o wbiciu Jaremy Wiśnowieckiego na pal - ale nie za cenę wojny! Okazało się, że Moskwa po prostu stroszyła piórka, w rzeczywistości nie posiadając wystarczającej potęgi do wojowania z Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Aleksy I oskarżył Puszkina o zmącenie całej sprawy i znaczne przekroczenie swoich kompetencji. Jak więc widać Jan Kazimierz wcale nie musiał folgować puszkinowym żądaniom - gdyby ich nie spełnił wojna i tak by nie wybuchła, bo przeciwny jej był sam car! Trzeba jednak zadać sobie pytanie - dlaczego Moskwa tak bardzo nie chciała wojny w roku 1650? I czy Rzeczpospolita zyskałaby coś gdyby wojna jednak wybuchła? By dać satysfakcjonującą odpowiedź musimy zająć się kwestią ukraińską, a dokładnie koalicją czerni kozackiej z Tatarami. Koalicja owa była bowiem w połowie XVII wieku niezwykle ważnym czynnikiem decydującym o polityce w całej Europie wschodniej, a nawet dużo dalej, bo na dalekim południu - w Turcji.